piątek, 3 października 2014

Kilka słów o Monte(sory)

"Twoje dziecko zachowuje się jak dziecko, bo jest dzieckiem. Ono potrzebuje najbardziej Twojej miłości, gdy się najgorzej zachowuje."

Zostałam upominania, że dawno tu nie pisałam. Wiele się dzieje w naszym życiu, a mało było czasu by zebrać myśli. Agnieszko Re. nadrabiam zaległości.
Montessori Montessori.... dla jednych czarownica dla innych sekta, a dla mnie filozofia tej włoskiej lekarki (Marii Montessori) stała się sposobem na życie, sposobem na wychowanie moich dzieci i coraz bardziej na bycie z ludźmi. O filozofii jednak napiszę za dni parę, a dziś o moich zmaganiach się z nadmiarem wiedzy "nauczycielskiej". 
Przywykło się mówić (przynajmniej w moich kręgach), że dzieci nauczycieli są najbardziej "rozbrykane" i coś w tym jest, ale dopiero od kilku dni odkrywam dlaczego. Nie jest to absolutnie związane z tym, że rodzice nauczyciele nic nie wymagają od swoich dzieci albo na wszystko im pozwalają, wręcz przeciwnie. Wiedza większości nauczycieli jest bardzo rozległa, chcą ją dobrze wykorzystać w wychowaniu swoich dzieci i w związku z tym nie dość, że na siebie nakładają presję, to tę presję przekazują swoim dzieciom. A dzieci są tylko dziećmi i wyczuwając napięcia rodziców, muszą je w jakiś sposób odreagować. 
Zdałam sobie sprawę, że bardzo dużo oczekiwałam od Ewy, że jest moim dzieckiem, że przecież powinna zachowywać się tak i tak i tak. Kiedy pojawiały się momenty, że ogarniała mnie wychowawcza bezsilność, dodatkowo rodziła się frustracja, jak ja mogę nie umieć wychowywać swojej córki?! Od kilku dni, gdy przeżywamy razem jakieś trudne momenty na razie moją receptą jest silne przytulenie Ewy i to więcej daje niż "wychowawcze gadanie", a w głowie sobie myślę sory Montessori :))

2 komentarze: