Wprawdzie dzień świra miał miejsce wczoraj, ale nie było kiedy spisać tamtych wydarzeń, więc uczynię to dziś.
Od września Ewka (moja starsza córka) poszła do przedszkola. Tak więc wracamy sobie z tego przedszkola, Ewa stara mi się opowiedzieć, co się działo, co robiła, ale widzę, że głowa jej zaczyna opadać. Myślę sobie, wrócimy, położę dziewczyny spać i zajmę się całym mnóstwem spraw, które były na wczoraj.
Ewka pada ze zmęczenia w ciągu kilku sekund w swoim łóżku, Olka nie daje za wygraną, więc wkładam ją do wózka, który stoi od kilku tygodni na balkonie, zaczynam ją wozić i wybiega pies i delikatnie mówiąc zaczyna szczekać. Pies, to pies, psy szczekają. Ola zainteresowana hałasem rozgląda się zaciekawieniem i znów ani mowy o spaniu. Ok, pies nie hałasuje, ja dalej wożę Olkę, w tył, w przód. Olka po kilku minutach zasypia. Ja już w głowie wyliczam, co po kolei zrobię. Najpierw szybko biegnę do łazienki, tam już czeka na mnie pranie, rozwieszam je, idę przygotować obiad i słyszę z dworu: Mamoooooo, mamoooo chcę mi się pić! Biegnę do Oli na balkon, bujam ją, cudem się nie budzi. Swoją drogą mamy XXI wiek, czy nie ma innych sposobów na komunikowanie się z Mamą, jakąś komórka, domofon? Drzeć się trzeba? Wracam do domu by dalej przygotowywać obiad, a tu sąsiad z wiertarą....Moje kołysanie Oli już nic nie pomaga. Oczy szeroko otwarte, uśmiech z którego można wyczytać: Mamo to znów ja, już się wyspałam. Nasuwa mi się taka refleksja, to że starsze dziecko śpi, to wiedz, że to nie znaczy, że nikt nie obudzi młodszego :))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz