sobota, 18 października 2014

Piękny dzień- yes we did it!

Dziś odbyło się kolejne spotkanie naszej wspólnoty. Jesteśmy we wspólnocie Domowego Kościoła, jest to ruch świeckich, dla małżeństw inspirowany duchowością ks. Franciszka Blachnickiego. Stanowi gałąź Ruchu Światło- Życie. Od miesiąca zastanawialiśmy się jakby tu zorganizować opiekę dla dzieci, byśmy mogli spotkanie przeżyć w skupieni i skoncentrowaniu. Poprosiliśmy moją Mamę żeby została trzy godziny
z dziewczynkami, ale ona ostatecznie bardzo chciała wyjechać na pielgrzymkę, więc stwierdziłam, że jakoś sobie poradzimy, choć sama byłam zaskoczona, że tak twierdzę. Nasze dzieci mają duże trudności, by zostawać z obcymi osobami. Jak tylko moja Mama podjęła decyzję, że wyjeżdża, zapytałam naszych znajomych, którzy mają dwóch synków w podobnym do Ewy wieku, czy zaopiekują się Ewą. Wyrazili zdecydowaną chęć, więc pomyślałam, uff jedna z głowy. Do Oli chciałam kogoś, kto poszedłby z nią na spacer, a w razie gdyby marudziła przyszedł z nią do domu, gdzie mieliśmy spotkanie i się z nią pobawił. Nie mogliśmy takiej osoby znaleźć. Aż wreszcie mój cudowny Mąż wpadł na pomysł, by poprosić Martę. Plan stawał się coraz bardziej realny, choć ja i tak nie wierzyłam w jego powodzenie. Miałam wiele wątpliwości. Czy dzieci dadzą radę i nie będą płakać, czy osoby, które się nimi będą zajmowały też jakoś sobie poradzą?Na dzień przed spotkaniem zadzwoniła nasza koleżanka i powiedziała, że jej synowie mają jakiegoś wirusa
i chyba lepiej Ewę od nich izolować. Zawsze idealny plan musi się wykoleić. Szukałam innej alternatywy
i pomogła nam siostra Łukasza z mężem, którzy mają synka w wieku Ewy. Ewka go uwielbia. Pomyśleliśmy, że razem mogą pójść na zamknięty plac zabaw, żeby miło spędzić czas, jak nas nie będzie. Od samego rana nastawialiśmy Ewę, że spędzi czas z Kubusiem i będą się razem świetnie bawić. Ewa wydawała się zachwycona planem. Niestety jak ją zawoziliśmy do Kuby to zasnęła, a zazwyczaj jak się ją wybudza z drzemki, to jest strasznie marudna. Na szczęście, jak tylko zobaczyła Kubę cała rozpromieniała  radością i zaczęli się razem bawić. Zobaczyłam iskrę w ciemności, że nam rzeczywiście uda się być na spotkaniu bez dzieci. Ola też chętnie poszła na spacer z Martą, mimo przeraźliwego zimna, jakie panowało dziś. Jestem naprawdę dumna z moich dzieci i z siebie, że zaufałam i Magdzie i Marcie, że sobie poradzą z naszymi dziećmi. A także wdzięczna Panu za dar tego spotkania i wspólnoty. Magda&Grzesiu i Marta dzisiejszy wpis dedykuję właśnie Wam. Dobrze, że jesteście!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz