Dziś odbyło się kolejne spotkanie naszej wspólnoty. Jesteśmy we wspólnocie Domowego Kościoła, jest to ruch świeckich, dla małżeństw inspirowany duchowością ks. Franciszka Blachnickiego. Stanowi gałąź Ruchu Światło- Życie. Od miesiąca zastanawialiśmy się jakby tu zorganizować opiekę dla dzieci, byśmy mogli spotkanie przeżyć w skupieni i skoncentrowaniu. Poprosiliśmy moją Mamę żeby została trzy godziny
z dziewczynkami, ale ona ostatecznie bardzo chciała wyjechać na pielgrzymkę, więc stwierdziłam, że jakoś sobie poradzimy, choć sama byłam zaskoczona, że tak twierdzę. Nasze dzieci mają duże trudności, by zostawać z obcymi osobami. Jak tylko moja Mama podjęła decyzję, że wyjeżdża, zapytałam naszych znajomych, którzy mają dwóch synków w podobnym do Ewy wieku, czy zaopiekują się Ewą. Wyrazili zdecydowaną chęć, więc pomyślałam, uff jedna z głowy. Do Oli chciałam kogoś, kto poszedłby z nią na spacer, a w razie gdyby marudziła przyszedł z nią do domu, gdzie mieliśmy spotkanie i się z nią pobawił. Nie mogliśmy takiej osoby znaleźć. Aż wreszcie mój cudowny Mąż wpadł na pomysł, by poprosić Martę. Plan stawał się coraz bardziej realny, choć ja i tak nie wierzyłam w jego powodzenie. Miałam wiele wątpliwości. Czy dzieci dadzą radę i nie będą płakać, czy osoby, które się nimi będą zajmowały też jakoś sobie poradzą?Na dzień przed spotkaniem zadzwoniła nasza koleżanka i powiedziała, że jej synowie mają jakiegoś wirusa
i chyba lepiej Ewę od nich izolować. Zawsze idealny plan musi się wykoleić. Szukałam innej alternatywy
i pomogła nam siostra Łukasza z mężem, którzy mają synka w wieku Ewy. Ewka go uwielbia. Pomyśleliśmy, że razem mogą pójść na zamknięty plac zabaw, żeby miło spędzić czas, jak nas nie będzie. Od samego rana nastawialiśmy Ewę, że spędzi czas z Kubusiem i będą się razem świetnie bawić. Ewa wydawała się zachwycona planem. Niestety jak ją zawoziliśmy do Kuby to zasnęła, a zazwyczaj jak się ją wybudza z drzemki, to jest strasznie marudna. Na szczęście, jak tylko zobaczyła Kubę cała rozpromieniała radością i zaczęli się razem bawić. Zobaczyłam iskrę w ciemności, że nam rzeczywiście uda się być na spotkaniu bez dzieci. Ola też chętnie poszła na spacer z Martą, mimo przeraźliwego zimna, jakie panowało dziś. Jestem naprawdę dumna z moich dzieci i z siebie, że zaufałam i Magdzie i Marcie, że sobie poradzą z naszymi dziećmi. A także wdzięczna Panu za dar tego spotkania i wspólnoty. Magda&Grzesiu i Marta dzisiejszy wpis dedykuję właśnie Wam. Dobrze, że jesteście!
z dziewczynkami, ale ona ostatecznie bardzo chciała wyjechać na pielgrzymkę, więc stwierdziłam, że jakoś sobie poradzimy, choć sama byłam zaskoczona, że tak twierdzę. Nasze dzieci mają duże trudności, by zostawać z obcymi osobami. Jak tylko moja Mama podjęła decyzję, że wyjeżdża, zapytałam naszych znajomych, którzy mają dwóch synków w podobnym do Ewy wieku, czy zaopiekują się Ewą. Wyrazili zdecydowaną chęć, więc pomyślałam, uff jedna z głowy. Do Oli chciałam kogoś, kto poszedłby z nią na spacer, a w razie gdyby marudziła przyszedł z nią do domu, gdzie mieliśmy spotkanie i się z nią pobawił. Nie mogliśmy takiej osoby znaleźć. Aż wreszcie mój cudowny Mąż wpadł na pomysł, by poprosić Martę. Plan stawał się coraz bardziej realny, choć ja i tak nie wierzyłam w jego powodzenie. Miałam wiele wątpliwości. Czy dzieci dadzą radę i nie będą płakać, czy osoby, które się nimi będą zajmowały też jakoś sobie poradzą?Na dzień przed spotkaniem zadzwoniła nasza koleżanka i powiedziała, że jej synowie mają jakiegoś wirusa
i chyba lepiej Ewę od nich izolować. Zawsze idealny plan musi się wykoleić. Szukałam innej alternatywy
i pomogła nam siostra Łukasza z mężem, którzy mają synka w wieku Ewy. Ewka go uwielbia. Pomyśleliśmy, że razem mogą pójść na zamknięty plac zabaw, żeby miło spędzić czas, jak nas nie będzie. Od samego rana nastawialiśmy Ewę, że spędzi czas z Kubusiem i będą się razem świetnie bawić. Ewa wydawała się zachwycona planem. Niestety jak ją zawoziliśmy do Kuby to zasnęła, a zazwyczaj jak się ją wybudza z drzemki, to jest strasznie marudna. Na szczęście, jak tylko zobaczyła Kubę cała rozpromieniała radością i zaczęli się razem bawić. Zobaczyłam iskrę w ciemności, że nam rzeczywiście uda się być na spotkaniu bez dzieci. Ola też chętnie poszła na spacer z Martą, mimo przeraźliwego zimna, jakie panowało dziś. Jestem naprawdę dumna z moich dzieci i z siebie, że zaufałam i Magdzie i Marcie, że sobie poradzą z naszymi dziećmi. A także wdzięczna Panu za dar tego spotkania i wspólnoty. Magda&Grzesiu i Marta dzisiejszy wpis dedykuję właśnie Wam. Dobrze, że jesteście!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz