Ola całą noc kaszlała, więc na przemian z Łukaszem nosiliśmy ją między 3, a 5 na rękach, bo to była jedyna pozycja, w której jej się dobrze spało. Zatem z samego rana postanowiłam, że pójdę z dziećmi do przychodni by jakiś medyk poradził, co z tym zrobić. Ja rozumiem, że dzieci chorują, ale żeby po nocach nie spać. Z reguły, jak nie ma podwyższonej temperatury, to z katarem i kaszlem nie chodzę z dziećmi do lekarza, ale ta kolejna nieprzespana noc mnie mocno zmotywowała do działania. Poza tym jak już mam dzwonić do przychodni, żeby zarejestrować dzieci, to czuję, że moje emocje rosną, a przecież dzieci najlepiej odczuwają nasze emocje, więc po co w chorobie dokładać im stresu. Tak, Ewa szybko się sama ubrała, nawet nie marudziła za bardzo na hasło ubieramy się, ja też się szybko zebrałam. Zapakowałyśmy się do naszego super podwójnego wózka (Dzięki Ci Panie, że go mamy!!!) i goł do przychodni. Nie muszę dodawać, że numerki do lekarza się skończyły sto lat temu!!!!! Poza tym naszego lekarza nie ma, bo się uczy do egzaminu ze specjalizacji, więc w sumie i tak mi było wszystko jedno kto nas przyjmie, obie pozostałe Panie lekarki nie są moimi faworytkami, ale szłam naprawdę pozytywnie nastawiona. Ewa przez całą drogę marudziła, że chce iść na nóżkach, ale nie mogłam jej wypuścić, bo Pani w rejestracji powiedziała, że musimy dojść do 16.30 żeby zapytać się lekarki, czy nas przyjmie poza kolejnością (swoją drogą, nie rozumiem tego systemu, skoro lekarka jest do 18). Tak więc Ewa marudziła i w ramach protestu, co chwilę gubiła buty, w sumie było to śmieszne, znalazła sobie rozrywkę na tę monotonną drogę. Dochodzimy do przychodni, kulturalnie się pytam pacjentów czy mogę wejść przed nimi, by tylko zapytać, czy lekarka nas przyjmie. Wchodzę do gabinetu, a Pani na mnie spojrzała złowrogo i mówi: Proszę czekać do 18, jak jakiś pacjent nie przyjdzie, to może Panią przyjmę. Byłą 16.45. Myślę sobie, że do 18 to Ewa całą przychodnię rozniesie, a przynajmniej część dla dzieci chorych. No ale nic, jak już byłam taka zdeterminowana żeby tam pójść to stwierdziłam, że damy radę i poczekamy. W naszej przychodni naprawdę jest ubogo, jeśli chodzi o jakieś zabawki dla dzieci. Powiedzmy sobie szczerze, nie ma nic, poza stolikiem i krzesełkami, widziałam bardziej przyjazne dzieciom przychodnie. Jedyny zajęciem Ewki w takim wypadku, jest jeżdżenie krzesłami w tą i z powrotem. Mimo, że wzięłam jej książki i chciałam jakoś urozmaicić czas, krzesła wygrały. Ewa jeździ nadal krzesłami, a do mnie podchodzi sympatyczny Pan i mówi: Pani skłamie w tej rejestracji i powie, że doktor Panią przyjmie, ja tak zawsze robię :))) Ludzie w poczekalni spoglądają na mnie znacząco, a mi się coraz bardziej chce śmiać. Nagle jedna Pani nie wytrzymuje i mówi, to dziecko (spoglądając na Ewę) nie jest chore, zawracanie głowy! Ja się staram miło uśmiechać. Nadal czekamy, gdy nagle inna Pani mówi: Pani wejdzie przede mną, bo nam głowa pęknie. Wchodzimy do gabinetu, Ewa nam to szybko załatwiła. Lekarka osłuchuje dziewczyny. Na szczęście nic poważnego. Dostajemy recepty, naklejki i wychodzimy. Staram się w miarę szybko ubrać dzieci, bo w poczekalni gorąca atmosfera, wzrok ludzi cały czas skupiony na nas i znów komentarz sympatycznej Pani w blond włosach: Oj !Pani to się nie nudzi, współczuję. A ja sobie myślę. Wow! mam cudowne dzieci, jestem wielka, udało mi się dojść z nimi do przychodni, ale jestem zorganizowana. Wspaniały dzień!!!!
Daga, tak - jesteś wielka! Dałaś radę nie tylko dostać się do tej dr i ogarnąć wszystko i wszystkie :) do czasu, gdy Was łaskawie przyjęła, ale też ... nie odpaliłaś niczym współtowarzyszom kolejkowej niedoli, a to już jest dla mnie mistrzostwo, bo ja od uszczypliwych komentarzy do starszych pań nie zawsze potrafię się powstrzymać :)
OdpowiedzUsuń"Nagle jedna Pani nie wytrzymuje i mówi, to dziecko (spoglądając na Ewę) nie jest chore, zawracanie głowy!" - np ta pani usłyszałaby coś na bank :D