piątek, 12 września 2014

Tulimy się, czyli rzecz o chustonoszeniu

Chciałam wrócić pamięcią wstecz opisać ten czas, który już mi upłynął na byciu mamą, ale za dużo się już wydarzyło, by te wszystkie wydarzenia zebrać i opisać. Będę zatem pisać na bieżąco.
Dzisiaj udało mi się dość szybko położyć Olkę(nasz młodsza córka, która ma 6 miesięcy), Łukasz (mój Mąż) zasypiał z Ewą (pierworodna córka, 2,5 roku). Jeszcze tylko szybkie sprzątanie kuchni (nie lubię budzić się z myślą, że w kuchni panuje bałagan) i mogę nieco popisać.
Przy Ewie chusta w ogóle nie zdała egzaminu. Bardzo chciałam Ewę nosić i tulić, ale ona nie chciała albo ja nie umiałam albo za mało razy próbowałam. Chciałam chustę oddać, ale na szczęście się powstrzymałam. 
Od prawie samego początku Olka miała problemy z zasypianiem. Zasypianie na wieczór trwało czasem nawet dwie godziny. Zasypianie w ciągu dnia też trwało bardzo długo, a ja nie mogłam się rozdwoić i bawić się z Ewą i usypiać Olkę. Żeby sobie poradzić wkładałam Olę w chustę, nie mijały dwie minuty i spała. Tak spędzałyśmy prawie całe dnie. Z Olką w chuście bawiłam się z Ewą, gotowałam obiad, sprzątałam, kładłam Ewę i nawet chodziłam do toalety.
W końcu przyszedł taki czas, że Olka zaczęła zasypiać w swoim łóżku. Niestety od kilku dni ma katar i wychodzą jej zęby i znów zasypianie jest dużym problem, więc nastąpił powrót do chusty. Poza tym mamy dwie chusty, dzięki mojej kochanej Dorotce. Jedna w samochodzie, a druga w domu. Chusta w samochodzie, a no bo jak gdzieś jedziemy i Ola nie chce jechać w wózku, a to się często zdarza, to się chustujemy. Jest to wygodny sposób transportu dzieci. Jestem zadowolona, że Ola też pozytywnie ustosunkowała się do chustonoszenia. W chuście też łatwiej zejść z 3 piętra na dwór, łatwiej zrobić zakupy z dwójką dzieci, łatwiej sobie poradzić na dużym placu, gdy trzeba cały czas gonić za Ewą, która bynajmniej nie jest dzieckiem, które spędza czas na robieniu babek. Dzięki chuście też łatwiej nam było razem chodzić na spotkania Klubu Malucha. To chyba tyle na dziś.





5 komentarzy:

  1. Jakbym czytała naszą historię noszenia się ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozdrawiam towarzyszkę niedoli! (nie mniej jednak z dwójką w domu bywają też szczęśliwe chwile ;)) U nas Szymon (7 mcy) przeżuciliśmy się z chusty na nosidło Manduca- dla mnie wygodniej bo obciąża biodra i ciężar dziecka rozkłada się nie tylko na barki. A nosidło tak dobrze uszyte, że Szymon przylega jak w chuście. Antka (3 lata niedługo) też długo chustonosiliśmy i wyszło to wszystkim na zdrowie- przede wszystkim On był spokojniejszy. Uwielbiam tą bliskość ciało do ciała. To bardzo naturalne a jakoś się odchodzi od tego. U ludów pierwotnych matki długo nosiły niemowlęta blisko siebie. Serdeczności dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Asia, mam nadzieję, że mój pierwszy wpis, nie był taki dołujący :)) pisałam go raczej z myślą, że chusty są super i że zawsze jest jakieś wyjście. Uściski.
      ps. jak będziecie w Rumi to może się spotkamy?

      Usuń
  3. Już wcześniej chciałam Ci powiedzieć, że podoba mi się jak nauczyłaś się wiązać tą chustę tkaną. Może i ja się do niej przekonam, jak kiedyś będzie nas więcej?;)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas niestety nie sprawdziła się ani chusta ani nosidło. Kończyło się histerycznym płaczem:(

    OdpowiedzUsuń