wtorek, 16 września 2014

Dzień świra :)

Wprawdzie dzień świra miał miejsce wczoraj, ale nie było kiedy spisać tamtych wydarzeń, więc uczynię to dziś.
Od września Ewka (moja starsza córka) poszła do przedszkola. Tak więc wracamy sobie z tego przedszkola, Ewa stara mi się opowiedzieć, co się działo, co robiła, ale widzę, że głowa jej zaczyna opadać. Myślę sobie, wrócimy, położę dziewczyny spać i zajmę się całym mnóstwem spraw, które były na wczoraj.
Ewka pada ze zmęczenia w ciągu kilku sekund w swoim łóżku, Olka nie daje za wygraną, więc wkładam ją do wózka, który stoi od kilku tygodni na balkonie, zaczynam ją wozić i wybiega pies i delikatnie mówiąc zaczyna szczekać. Pies, to pies, psy szczekają. Ola zainteresowana hałasem rozgląda się zaciekawieniem i znów ani mowy o spaniu. Ok, pies nie hałasuje, ja dalej wożę Olkę, w tył, w przód. Olka po kilku minutach zasypia. Ja już w głowie wyliczam, co po kolei zrobię. Najpierw szybko biegnę do łazienki, tam już czeka na mnie pranie, rozwieszam je, idę przygotować obiad i słyszę z dworu: Mamoooooo, mamoooo chcę mi się pić! Biegnę do Oli na balkon, bujam ją, cudem się nie budzi. Swoją drogą mamy XXI wiek, czy nie ma innych sposobów na komunikowanie się z Mamą, jakąś komórka, domofon? Drzeć się trzeba? Wracam do domu by dalej przygotowywać obiad, a tu sąsiad z wiertarą....Moje kołysanie Oli już nic nie pomaga. Oczy szeroko otwarte, uśmiech z którego można wyczytać: Mamo to znów ja, już się wyspałam. Nasuwa mi się taka refleksja, to że starsze dziecko śpi, to wiedz, że to nie znaczy, że nikt nie obudzi młodszego :))

sobota, 13 września 2014

Jak to było z tym blogiem

Od dawna chciałam zapisywać ciekawe momenty mojego życia. Myślę, że dane mi było przeżyć ich wiele. Mam tu na myśli szczególnie podróże do Szwecji, Anglii, Walii, Włoch. Górskie wyprawy we Włoszech i wiele innych. Szkoda, że ich zawczasu nie upamiętniłam. Na szczęście są zdjęcia, wiec jakiś ślad pozostał.

Co zatem skłoniło mnie właśnie teraz, by zacząć pisać? Smutne wydarzenie. Śmierć mojej Babci. Szkoda, że w takiej okoliczności, ale podczas obiadu po pogrzebie (nie lubię słowa stypa) spotkałam dużą część rodziny mojej Babci, którą widziałam pierwszy raz. Miałam okazję rozmawiać m.in. z wujkiem tj. z mężem Babci siostry, który mając 75 lat przechowuje w głowie wiele zapisków z życia całej naszej rodziny. Jest niesamowity. Pamięta daty, miejsca, imiona i nazwiska. Pali jak smok i pije kawy "siekiery". Ja niestety nie mam takiej pamięci, jak on, więc aby moje córki miały dostęp do historii rodzinnych, postanowiłam je spisywać. Niby codzienność wydaje się monotonna, ale jednak każdy dzień jest taki inny. Mam również postanowienie, aby korzystając z wiedzy wujka stworzyć drzewo genealogiczne rodziny, z której pochodzę. Niektóre jej dzieje są bardzo ciekawe, warte upamiętnienia. 
Tak właśnie powstała idea stworzenia bloga "ocal od zapomnienia"

piątek, 12 września 2014

Tulimy się, czyli rzecz o chustonoszeniu

Chciałam wrócić pamięcią wstecz opisać ten czas, który już mi upłynął na byciu mamą, ale za dużo się już wydarzyło, by te wszystkie wydarzenia zebrać i opisać. Będę zatem pisać na bieżąco.
Dzisiaj udało mi się dość szybko położyć Olkę(nasz młodsza córka, która ma 6 miesięcy), Łukasz (mój Mąż) zasypiał z Ewą (pierworodna córka, 2,5 roku). Jeszcze tylko szybkie sprzątanie kuchni (nie lubię budzić się z myślą, że w kuchni panuje bałagan) i mogę nieco popisać.
Przy Ewie chusta w ogóle nie zdała egzaminu. Bardzo chciałam Ewę nosić i tulić, ale ona nie chciała albo ja nie umiałam albo za mało razy próbowałam. Chciałam chustę oddać, ale na szczęście się powstrzymałam. 
Od prawie samego początku Olka miała problemy z zasypianiem. Zasypianie na wieczór trwało czasem nawet dwie godziny. Zasypianie w ciągu dnia też trwało bardzo długo, a ja nie mogłam się rozdwoić i bawić się z Ewą i usypiać Olkę. Żeby sobie poradzić wkładałam Olę w chustę, nie mijały dwie minuty i spała. Tak spędzałyśmy prawie całe dnie. Z Olką w chuście bawiłam się z Ewą, gotowałam obiad, sprzątałam, kładłam Ewę i nawet chodziłam do toalety.
W końcu przyszedł taki czas, że Olka zaczęła zasypiać w swoim łóżku. Niestety od kilku dni ma katar i wychodzą jej zęby i znów zasypianie jest dużym problem, więc nastąpił powrót do chusty. Poza tym mamy dwie chusty, dzięki mojej kochanej Dorotce. Jedna w samochodzie, a druga w domu. Chusta w samochodzie, a no bo jak gdzieś jedziemy i Ola nie chce jechać w wózku, a to się często zdarza, to się chustujemy. Jest to wygodny sposób transportu dzieci. Jestem zadowolona, że Ola też pozytywnie ustosunkowała się do chustonoszenia. W chuście też łatwiej zejść z 3 piętra na dwór, łatwiej zrobić zakupy z dwójką dzieci, łatwiej sobie poradzić na dużym placu, gdy trzeba cały czas gonić za Ewą, która bynajmniej nie jest dzieckiem, które spędza czas na robieniu babek. Dzięki chuście też łatwiej nam było razem chodzić na spotkania Klubu Malucha. To chyba tyle na dziś.